Dzień Dziecka – co dzieci zmieniły (i co mogą w nas zmienić)?

Dzień Dziecka to okazja, by spojrzeć na dzieci z czułością i wdzięcznością.
Ale to także moment, by z miłością spojrzeć na siebie – bo przecież dzieci nie tylko zmieniają świat…
One zmieniają nas.

Pochodzimy z trzech różnych pokoleń.
Sybilla ma już dorosłe dzieci. Asia – syna w wieku szkolnym. Ala dopiero przygotowuje się do nowej roli.

Na różnym etapie życia, z innym bagażem i innymi pytaniami – ale z tą samą otwartością i czułością wobec tematu macierzyństwa.
Dlatego dziś, w tym symbolicznym dniu, postanowiłyśmy podzielić się z Wami naszymi historiami.
Czasem trudnymi. Zawsze prawdziwymi. I – mimo wszystko – pięknymi.

To nie jest poradnik. Ani laurka.
To nasze osobiste opowieści – o tym, co dzieci zmieniły w nas.
I jak zmieniają nas każdego dnia.

Macierzyństwo to nie tylko rola. To nowa skóra – Asia

Na początku nie mogłam nawet marzyć, że zostanę mamą. Choroba autoimmunologiczna odebrała mi ten dar – tak mi się wtedy wydawało. Ale po diagnozie podjęłam decyzję: zmieniam wszystko. Dieta, styl życia, myślenie, ruch, emocje – krok po kroku odzyskiwałam siebie.

Pięć lat później pojawił się impuls. Może warto sprawdzić, jak wygląda ryzyko? Trafiłam na lekarza, który nie tylko się nie przestraszył, ale postanowił poprowadzić mnie przez ciążę wysokiego ryzyka.

Pamiętam bicie serca na pierwszym USG. Tego się nie zapomina. Ciąża przebiegła zadziwiająco dobrze. Otworzyła mi oczy – na miejsce, w którym mieszkam, na ludzi, których wcześniej nie znałam. Poznałam cudowną położną, nową wersję siebie.

Poród był długi, ale dałam radę. I oto był. Mój syn.

Rok 2018 to najpiękniejszy rok mojego życia – pierwszy rok jego życia, nasz wspólny. Bez pracy, bez presji, w totalnej bliskości.

Powrót do pracy był trudny. Chciałam być na 100% we wszystkim: w pracy, w macierzyństwie, w domu. Wtedy pierwszy raz skorzystałam z coachingu. Pomogło. Podjęłam decyzję o zmianie pracy. Zaczęłam od 3/4 etatu i zawalczyłam o rozwój w obszarze moich najmocniejszych stron.

Macierzyństwo wyleczyło mnie z pracoholizmu. I dało coś jeszcze – motywację do rozwoju zawodowego w zgodzie ze sobą. Pracuję mniej, ale z większą pasją i wizją.

Macierzyństwo to codzienny trening planowania, zarządzania energią i emocjami. To przyspieszony kurs rozwoju osobistego. A ja – jak to ja – kiedy coś mnie wciąga, pochłaniam wiedzę. Psychologia, zdrowie, odżywianie, styl życia – od lat mnie fascynowały, ale dopiero jako mama weszłam w to głębiej. I dziś mogę się tą wiedzą dzielić – również w „Mocnych”.

Nie lubię stagnacji. Lubię, gdy coś się dzieje. A w macierzyństwie się dzieje. Codziennie.

To też nauka asertywności, podejmowania decyzji, wybierania tego, co naprawdę ważne. Dzięki zabawie z moim synem uczę się regulować stres i dostarczać sobie radości.

Z perspektywy czasu? Kupiłabym mniej gadżetów, miała więcej dystansu do tego, co oferują marki. Ale jestem wdzięczna, że to przeszłam. I jestem tu – ciągle ucząca się, rozwijająca, coraz bardziej świadoma.

Macierzyństwo to nowe znajomości, cudowne kobiety, z którymi dzielę wartości, z którymi się inspirujemy. Nie musimy być takie same. Wystarczy, że jesteśmy razem.

Nigdy już nie będzie tak samo. I dobrze – Sybilla

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, gdy tylko potwierdziłam, że jestem w ciąży, była bardzo wyraźna: „Nigdy już nie będzie tak samo.” Uderzyło mnie to, że noszę w sobie drugiego człowieka – małego, bezbronnego, całkowicie zależnego ode mnie. Od tej chwili wszystko, co robiłam – jak o siebie dbałam, jak się prowadziłam – miało bezpośredni wpływ nie tylko na mnie, ale i na nowe życie, które się we mnie rozwijało. Moje dziecko.

Dziś mój pierworodny ma już 25 lat, a osiem lat po jego narodzinach przyszła na świat moja córka. I mimo upływu czasu, mogę powiedzieć, że w tej kwestii nic się nie zmieniło – nadal wiem, że troszcząc się o siebie, dbam też o ich dobro. Bo moja kondycja, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, ma wpływ na najbliższych.

Macierzyństwo zmieniło moją perspektywę, priorytety. Pojawiło się poczucie ogromnej odpowiedzialności i troski o przyszłość dzieci. Świadomość, jak wielki mam wpływ na kształtowanie ich wartości, poczucia własnej wartości i samooceny – a co za tym idzie, na ich decyzje i życiowe wybory – była poruszająca i jednocześnie przytłaczająca.

Był też lęk. Przecież nikt nas nie uczy, jak być matką. Zwłaszcza 25 lat temu, kiedy nie było internetu, łatwego dostępu do wiedzy czy poradników „jak dobrze wychować dziecko”. Zaufałam intuicji i wewnętrznemu pragnieniu – zdecydowałam, że spędzę z dziećmi pierwsze lata ich życia, rezygnując tymczasowo z pracy zawodowej.

Czy była to dobra decyzja? Na tamten moment – tak. Czułam, że to właściwe i tego właśnie chciałam. Czy dziś podjęłabym tę samą decyzję? Nie wiem. Ale nie mam poczucia straty. Wręcz przeciwnie – wiem, jak wiele zyskałam.

Mogłam być obecna, blisko nich. Obserwować ich rozwój z dnia na dzień, widzieć pierwsze kroki, słyszeć pierwsze słowa, przeżywać razem odkrycia i zachwyty. Towarzyszyć im w poznawaniu świata, w eksplorowaniu nowych przestrzeni. Być przy nich, gdy ciekawość zwyciężała nad bólem zdartego kolana. Codziennie doświadczać ich szczerych emocji i komunikatów. 

Macierzyństwo nauczyło mnie również wiele o mnie samej. Stałam się bardziej cierpliwa, wyrozumiała, troskliwa. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że wykonałam kawał dobrej roboty. Czuję pewnego rodzaju spełnienie. Wiem, że nadal będę im towarzyszyć – z troską, miłością – choć już nie tak blisko, bardziej z boku, w roli obserwatora.

Jestem szczęśliwa, że dane mi było zostać matką i że mam z moimi dziećmi bardzo dobre relacje. I właśnie – stało się tak, bo jako matka chyba zawsze chciałam mieć dobre relacje , a nie koniecznie rację. Tak, postawiłam na MOCne relacje,a te buduje się cały czas, nieustannie. Dzisiaj uczę się bardziej słuchać, zrozumieć i dać dzieciom wolność i możliwość kreowania własnego życia.

Choć macierzyństwo dopiero przede mną… czuję jego moc – Ala

Nie mam jeszcze dzieci. Ale często to sobie wyobrażam.

Wspólne chwile – drobne, ale ważne.
Radości. Dotyk. Ciekawość.
Wiem, że pojawienie się dziecka to cud.
To więź, której nie da się poczuć z zewnątrz.

Czuję, że taki mały człowiek potrafi wywrócić świat do góry nogami.
Przywrócić wiarę, niewinność, uwagę.
Przypomnieć, jak to jest cieszyć się tym, co tu i teraz.

Dziecko uczy zatrzymywać się przy kamyku, a nie pędzić za horyzontem.
Uczy prostoty. Tego, że czasem wystarczy chwila.
Jeden uśmiech. Jeden dotyk.

Chcę tę cząstkę dziecka w sobie zachować. Nawet jeśli macierzyństwo dopiero się wydarzy – lub może nigdy nie.
Bo dzieci mają w sobie coś, co dotyka głęboko każdego z nas.

Bo dzieci naprawdę nas zmieniają

Ten wpis to nie tylko opowieść o macierzyństwie.
To historia o zmianie, jaką przynosi obecność drugiego człowieka.

Ale to również przestrzeń dla Ciebie.
Dla Twojej historii.

Jeśli jesteś mamą – podziel się, co dzieci zmieniły w Tobie.
Jeśli dopiero się do tego przygotowujesz – powiedz, co czujesz.

A jeśli macierzyństwo nie jest Twoją drogą, bądź nie było Ci dane – pamiętaj, że to nic nie zmienia.
Jesteś równie ważna. Twoje życie, Twoja droga i Twoja kobiecość są kompletne.

Scroll to Top